
Karta z kroniki szaleństwa
(1926)
O Karcie z kroniki szaleństwa
(Kurutta ichipēji)
Opracowanie: Dawid Głownia
Karta z kroniki szaleństwa należy do szczytowych osiągnięć filmu awangardowego – nie tylko japońskiego, ale i światowego. Przynajmniej w wersji, którą można oglądać dziś, opracowanej przez reżysera w latach 70. ubiegłego wieku. A było tak…

Sensacyjne odkrycie
W 1971 roku Teinosuke Kinugasa przypadkiem odkrył w szopie swego wiejskiego domu taśmy pozytywowe i negatywowe z Kartą z kroniki szaleństwa. Było to sensacyjne znalezisko, jako że film nie był wyświetlany od chwili premiery w 1926 roku, a od dwóch dekad uważano go za stracony – panowało przekonanie, że taśmy z nim spłonęły w pożarze studia Shimogamo w 1950 roku.
Ponad siedemdziesięcioletni Kinugasa, niebędący już aktywnym reżyserem, poświęcił dwa lata na restaurację swego opus magnum. Odnowioną wersję filmu zaprezentował najpierw widowni zagranicznej, na międzynarodowych festiwalach w Rotterdamie i Berlinie w 1973, a następnie krajowej, w 1975 roku. Była ona krótsza od tej, którą wyświetlano w kinach w 1926 roku o około jedną czwartą. Niektórzy badacze japońskiego kina są zdania, że nie wynikało to z uszkodzenia taśm, lecz decyzji reżysera, by wyciąć część oryginalnego materiału, aby jeszcze bardziej przybliżyć film do jego legendy awangardowego arcydzieła, trudno zrozumiałego dla widowni.
Zarys fabuły
Film opowiada o starszym mężczyźnie pracującym jako dozorca w szpitalu psychiatrycznym, w którym zamknięta jest jego żona. Niegdyś był marynarzem, którego częste, długotrwałe nieobecności, ale i złe traktowanie żony doprowadziły ją do załamania psychicznego – zabiła ich małe dziecko i podjęła próbę samobójczą. Targany wyrzutami sumienia zatrudnił się w zakładzie, by mieć na oku nierozpoznającą go ze względu na swój stan żonę. Pewnego dnia zjawia się tam ich córka. Wkrótce ma wyjść za mąż, obawia się jednak, że wieść o chorobie matki jej to uniemożliwi.
Od tego spotkania w percepcji mężczyzny coraz bardziej zaciera się granica między rzeczywistością a snami na jawie, zarówno marzeniami, jak i koszmarami – raz fantazjuje o wygranej na loterii, którą mógłby przeznaczyć na posag dla córki, innym razem wyobraża sobie, że córka wychodzi za agresywnego pacjenta szpitala. W prawdziwym zaś świecie podejmuje próbę porwania żony z zakładu.
FILM POGRANICZA
W chwili premiery, w swym pierwotnym kontekście, Karta z kroniki szaleństwa sytuowała się na przecięciu produkcji komercyjnej i niezależnej; kina gatunkowego i awangardowego. Z tego pierwszego jej twórcy zaczerpnęli rdzeń fabularny i sięgnęli po popularną wówczas konwencję melodramatyczną, z drugiego zaś przejęli zabiegi formalne i narracyjne. Kinugasa zrealizował film we wsparciu Shōchiku, jednej z największych wytwórni w Japonii parającej się produkcją komercyjną, która pozwoliła mu nieodpłatnie kręcić w nieużywanym przez nią wówczas studiu Shimogamo. Co jednak istotne, stworzył go we współpracy z neosensualistami – grupą awangardowych pisarzy sprzeciwiających się tendencjom realistycznym w literaturze, postulujących przedstawianie rzeczywistości przez pryzmat doznań zmysłowych i stanów wewnętrznych bohaterów. Do grupy tej należeli m.in. Riichi Yokomitsu oraz Yasunari Kawabata, późniejszy laureat literackiej Nagrody Nobla. Choć ostateczny koszt produkcji filmu wyniósł około 20 000 jenów (była to niemal dwukrotność ówczesnego przeciętnego budżetu filmowego w dużej wytwórni), to odgrywający główną rolę Masao Inoue, ceniony aktor filmowy i teatralny, wystąpił w filmie za darmo. Mało tego, cała ekipa angażowała się w prace wykraczające poza obowiązki wynikające z nominalnie piastowanych na planie funkcji: od malowania dekoracji i tworzenia rekwizytów po poruszanie wózkiem z kamerą podczas jazd. Słowem – była to produkcja pełna paradoksów.

DZIECKO EPOKI
Największym paradoksem Karty z kroniki szaleństwa (przynajmniej na pierwszy rzut oka) jest to, że była jednocześnie dziełem wyjątkowym na tle ówczesnej japońskiej produkcji filmowej i dzieckiem swych czasów. Era Taishō (1912–1926), w szczególności jej druga połowa, była okresem fermentu intelektualnego i artystycznego, w ramach którego wystąpił zwrot w kierunku tradycyjnej japońskiej kultury i równocześnie zachodnich tendencji artystycznych, zwłaszcza tamtejszej awangardy.
Yokomitsu pisał w artykule Kankaku katsudō [Działalność zmysłów] z 1925 roku, że do neosensualizmu zaliczają się takie ruchy, jak futuryzm, symbolizm, kubizm i dadaizm; jasno wskazał, skąd można czerpać inspiracje. Branża filmowa szukała ich zarówno w amerykańskim kinie gatunkowym (zwłaszcza w westernie, którego szybki montaż wpłynął na japońskie kino historycznej), jak i europejskim filmowym modernizmie, przede wszystkim francuskim impresjonizmie i niemieckim ekspresjonizmie.
Nim Kinugasa zrealizował Kartę z kroniki szaleństwa, w Japonii zaprezentowano m.in. Gabinet doktora Caligariego (1920) Roberta Wienego – w 1922 roku, Keana (1924) Aleksandra Wołkowa i Galerię potworów (1924) Jaque-Catelaina – w 1925 roku oraz Koło udręki (1923) Abla Gance’a, Nieludzką (1924) Marcela L’Herbiera i Portiera z hotelu Atlantic (1924) F. W. Murnaua – w 1926 roku. Na kształt filmu Kinugasy najmocniej piętno odcisnął Portier z hotelu Atlantic (reżyser wskazał go jako swój ulubiony film 1926 roku w rankingu magazynu „Kinema Junpō”, dodając, że widział go już pięć razy), czego efektem była m.in. decyzja o ograniczeniu do minimum plansz tekstowych, a później o ich kompletnym wyeliminowaniu.
WPŁYW NEOSENSUALISTÓW
Chcąc zrealizować film w duchu europejskiej awangardy, Kinugasa zwrócił się do neosensualistów. Nie był to jego pierwszy artystyczny kontakt z tym środowiskiem – w 1925 roku nakręcił film na podstawie Nichirin [Słoneczny krąg], noweli Yokomitsu wydanej w 1923 roku, który szybko został zdjęty z afisza ze względu na protesty nacjonalistów i ponownie wprowadzony na ekrany dwa lata później, w przemontowanej wersji i pod zmienionym tytułem.
Początkowo Kinugasa chciał nakręcić film z akcją osadzoną w cyrku, lecz zrezygnował z tego pomysłu. Ostatecznie stanęło na szpitalu psychiatrycznym, co ewokowało Gabinet doktora Caligariego, zaś sam reżyser tłumaczył ten wybór wpływem niedawnej wizyty w szpitalu psychiatrycznym Matsuzawa w Tokio. Tytuł filmu wymyślił Yokomitsu, natomiast zadanie przygotowania zarysu fabuły, a później scenariusza przydzielono Kawabacie, który jako jedyny z neosensualistów nie miał wówczas innych zobowiązań.
Faktyczny wkład pisarza w scenariusz jest niejasny. Wersja opublikowana przez Kawabatę w czasopiśmie „Eiga Jidai” w lipcu 1926 roku powstała już na bazie ukończonego filmu, a Kinugasa twierdził, że skrypt, z którego faktycznie korzystano na planie, był wspólnym dziełem jego, Bankō Sawady (asystenta reżysera), Minoru Inuzuki (scenarzysty przydzielonego przez Shōchiku do prac nad filmem) oraz pisarza – finalizowanym i modyfikowanym podczas zdjęć. Tej ostatniej kwestii Kawabata poświęcił opowiadanie Mężczyzna, który się nigdy nie śmieje, opublikowane w 1929 roku, w którym opisał, jak niemal na ostatnią chwilę zmienił finał filmu, zainspirowany maskami teatralnymi, które zobaczył w witrynie antykwariatu (utwór ukazał się również w Polsce w przekładzie Zdzisława Reszelewskiego w 1699. numerze „Przekroju” z 1977 roku). Niemniej – jakiejkolwiek roli przyszły noblista nie odegrałby w przygotowaniu faktycznego scenariusza, pewne jest, że opracował przynajmniej zarys historii.
Kilka dni po zakończeniu zdjęć Kinugasa zaprezentował zmontowany film Yokomitsu i dramaturgowi Kunio Kishidze, którzy zasugerowali usunięcie zdawkowych plansz tekstowych (ograniczających się głównie do identyfikacji postaci i relacji między nimi), co jeszcze bardziej upodobniło Kartę z kroniki szaleństwa do Portiera z hotelu Atlantic.


DWA ŻYWOTY FILMU
Karta z kroniki szaleństwa trafiła na ekrany we wrześniu 1926 roku. Wyświetlano ją w kinach specjalizujących się w filmach zagranicznych, co podkreślało jej wyjątkowość na tle japońskiej produkcji filmowej. Została pozytywnie przyjęta, głównie ze względu na warstwę formalną, przez część wyrobionej widowni i krytykę (m.in. zajęła czwarte miejsce w prestiżowym rankingu najlepszych japońskich filmów 1926 roku magazynu „Kinema Junpō”). W ostatecznym rozrachunku poniosła jednak finansową klapę – według reżysera nie zwróciła się nawet połowa budżetu. Po zdjęciu filmu z afisza Kinugasa wrócił do realizacji bezpiecznych, komercyjnych produkcji historycznych.
Awangardowym ciągotom dał się porwać jeszcze raz, w 1928 roku, tworząc Jūjiro [Rozdroża], jednak był to film bardziej stonowany od Karty z kroniki szaleństwa.
Przez dekady rosła legenda Karty z kroniki szaleństwa jako awangardowego arcydzieła, na które większość pierwotnej widowni nie była gotowa – czemu sprzyjał fakt, że przez ponad dwadzieścia lat filmu nie wznawiano, a od 1950 roku uważano go za zaginiony. W tym czasie narosło wokół niego wiele mitów – a to, że był realizowany w chałupniczych warunkach za garść jenów, a to, że wyświetlano go bez udziału benshi, charakterystycznego dla japońskiej kultury filmowej z okresu kina niemego narratora, wyjaśniającego i komentującego, co dzieje się na ekranie.
Odkrycie i odrestaurowanie przez Kinugasę taśm z filmem pozwoliło na skonfrontowanie go z jego legendą. Powiedzieć, że wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką, to powiedzieć zbyt mało. Gdy w latach 70. ubiegłego wieku światowa widownia mogła film zobaczyć, krytyka oszalała na jego punkcie, a i dziś zbiera on entuzjastyczne opinie. Należy jednak mieć świadomość, że odrestaurowana wersja odbiega od tej, którą pierwotnie wyświetlano w kinach – w wyniku cięć montażowych został podkreślony jego aspekt awangardowy, a ograniczony melodramatyczny komponent filmu (brak np. sceny, w której przyjaciel narzeczonego córki głównego bohatera donosi mu, że matka jego wybranki cierpi na chorobę psychiczną, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość ich związku).
Postscriptum, czyli uwaga o tytule
Film Kinugasy był wcześniej znany w Polsce pod dwoma tytułami – Szalony paź i Uszkodzona karta. Ten pierwszy, błędny, wynikał z niejednoznaczności słowa „page” w tytule A Crazy Page, pod jakim film funkcjonował w anglojęzycznym piśmiennictwie w czasach, gdy był uznawany za zaginiony – dopiero w chwili premiery jego odrestaurowanej wersji w 1973 roku przyjął się anglojęzyczny tytuł A Page of Madness. W Polsce pod tytułem Szalony paź figurował m.in. w książce Film japoński Stanisława Janickiego z 1982 roku. Poprawny tytuł, Uszkodzona karta, pojawił się rok wcześniej w pierwszym tomie serii Kino. Wehikuł magiczny Adama Garbicza i Jacka Klinowskiego, później zaś został spopularyzowany przez publikacje Krzysztofa Loski.
W ramach Sounds of Silents film prezentowany jest pod tytułem niedosłownym, lecz oddającym jego ideę… Bo czy przy takiej okazji nie można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa?
Pokaz filmu Karta z Kroniki Szaleństwa w ramach 3. Sounds of Silents odbędzie się 20 września o godz. 19.30 w Kinie Iluzjon.
Muzykę do filmu wykona na żywo Hainbach.


